Prehistoria
Z początku nie wiedziałam, kim jesteście. Jeden okrągły, mały, drewniany, zamknięty. Drugi większy już otwarty. Obchodzę was bez lęku dookoła. Stukam, pukam, dotykam, kopię. Z sakiewki wyciągam kawałek krowiej skóry i uważnie notuję:
-Obiekty nie zagrażają ludziom.
-Obiekty nie czują urazów mechanicznych.
-Obiekty nie posiadają odruchów istoty żywej.
Wkładam zapiski z powrotem do sakwy, następnie oddalam się najdalej od nowo poznanych przedmiotów.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
XVIII wiek
Koniec XVIII wieku, w oddali słychać głosy skandujących ludzi i wystrzały z karabinów. Z niepokojem patrzyłam na tę całą sytuację z mojego okna. Po dłuższej chwili odeszłam od niego, lecz krzyki bólu i nienawiści przywołały wspomnienia.
-Tylko ty potrafisz mnie pocieszyć- powiedziałam, wpatrując się w kubek napełniony ciepłym mlekiem.
-Nie dość że wdowa bez dzieci, rodziny, przyjaciół- westchnęła- Przecież minęło już pięć lat, a ja ciągle zatapiam się w żalu- kropla łzy spłynęła na stary, drewniany stół.
-Nie mówcie, że będzie dobrze!- depresyjnie porozumiewałam się z mlekiem i stołem, przy którym siedziałam.
-Co sadzicie o dzisiejszej polityce?- ironicznie uśmiechnęłam się, nadal wpatrując się w mebel i naczynie, które ani drgnęły.
-Odpowiedzcie coś? Halo! Może chociaż jak się czujesz? Dolać mleka? Czy chociaż zwykłe zamknij się?!- zdawałam się krzyczeć. Emocje pobudzone wspomnieniami gotowały się w środku. Zdesperowana brakiem odpowiedzi gwałtownie wylałam mleko, które rozlało się po stole niczym łzy.
~Imbir
czwartek, 9 listopada 2017
czwartek, 2 listopada 2017
Spotkanie
Tylko parę chwil dzieli mnie do spotkania. Tego wyjątkowego, niezapomnianego wręcz historycznego spotkania, które może wszystko zmienić. Spotkania dwóch osób może trzech, czterech a nawet całej grupy.
Ludzi zupełnie innych poglądów, innej karnacji, cechach, zachowaniach. Ludzi o różnym odstępie wiekowym, o całkiem obcej religii i zwyczjach. Ludzi, których łączy jeden wspólny cel, do którego dążę. Krok po kroku. 1, 2, 3, 4, 1, 2, 3, 4, 1, 2, 3... i cisza.
Dlaczego? - cisną się słowa na moje usta. Dlaczego teraz? Dlaczego zawsze?
Nie potrafię tego zrozumieć.
Nie potrafię tego wytłumaczyć.
Jest mi smutno.
Jestem dalej zamknięty w sobie.
Jestem dalej sobą, ale... czy to dobrze?
~ Mateusz
Ludzi zupełnie innych poglądów, innej karnacji, cechach, zachowaniach. Ludzi o różnym odstępie wiekowym, o całkiem obcej religii i zwyczjach. Ludzi, których łączy jeden wspólny cel, do którego dążę. Krok po kroku. 1, 2, 3, 4, 1, 2, 3, 4, 1, 2, 3... i cisza.
Dlaczego? - cisną się słowa na moje usta. Dlaczego teraz? Dlaczego zawsze?
Nie potrafię tego zrozumieć.
Nie potrafię tego wytłumaczyć.
Jest mi smutno.
Jestem dalej zamknięty w sobie.
Jestem dalej sobą, ale... czy to dobrze?
~ Mateusz
Spotkanie
Kostka lodu
spotyka zęby, boli ale
tylko przez chwilę.
Język pali, ale umysł pozostaje
nieczuły taka jak już
od dawna. Przyszłam
tu spotkać kogoś
dawno niewidzianego.
Przyszłam tu spotkać sama
siebie, ale uparcie
nie mogę do siebie dojść.
Ale spokojnie, poczekam
jeszcze jedno uderzenie życia.
Ania Z.
spotyka zęby, boli ale
tylko przez chwilę.
Język pali, ale umysł pozostaje
nieczuły taka jak już
od dawna. Przyszłam
tu spotkać kogoś
dawno niewidzianego.
Przyszłam tu spotkać sama
siebie, ale uparcie
nie mogę do siebie dojść.
Ale spokojnie, poczekam
jeszcze jedno uderzenie życia.
Ania Z.
Spotkanie
Skroń o skroń
język o język
poruszanie wędzidełkiem
bezszelestnie
ale z wyczuciem
poczuciem wstydu
sponiewierani
roztarci palcem o blat
milczymy o sobie
mówiąc o sobie
Majas
język o język
poruszanie wędzidełkiem
bezszelestnie
ale z wyczuciem
poczuciem wstydu
sponiewierani
roztarci palcem o blat
milczymy o sobie
mówiąc o sobie
Majas
Spotkanie.
Mógłbym powiedzieć teraz coś bardzo klasycznego. Coś w stylu Jejku, nic się nie zmieniłaś lub ewentualnie, patrząc w drugą stronę, Rajku, zupełnie cię nie poznaję, bardzo się zmieniłaś. Zapewne pamiętasz, że wprost nie znoszę, nie cierpię takich pustych formułek, za którymi przemawia tak wielka ilość, że jest aż równa zeru. Widząc cię po tak długim czasie nie chciałbym brnąć w jakieś tego rodzaju konwencje. Tęskniłem za tobą strasznie, w zasadzie trudno by mi to było wyrazić słowami, tak samo jak uczucie szczęścia z powodu naszego spotkania. Minęło tyle czasu, że nawet nie wiem, kim teraz jesteś, czy pozostałaś tą samą osobą, czy też poznaję kogoś zupełnie nowego. Musisz mi pomóc wyjaśnić tę zagadkę ! Opowiedz mi wszystko, a zwłaszcza to, kim teraz jesteś, czy aby na pewno mam do czynienia z tą samą osobą, z którą kiedyś spędziłem tyle wspaniałych chwil, czy może już stałaś się kimś zupełnie innym. Także ja już milknę, oddając ci głos, nie będę już więcej przeszkadzał...
I w tej chwili zacząłem czytać swój stary tekst.
Darek Gołębiewski.
I w tej chwili zacząłem czytać swój stary tekst.
Darek Gołębiewski.
poniedziałek, 2 października 2017
Pamięć balonika
Chodzi po prostu o to, aby ludzie nie myśleli, że jestem głupia. Nie
lubię myśli, że jestem głupia. Czuję się jak napompowany balonik i tak mi jest
dobrze. Proszę mnie nie wypuszczać z ręki. Proszę mnie nie puszczać, bo
zwiędnę, uwiędnę, wypierdnę i mnie nie będzie. Nikt mnie już nie zobaczy.
Trzeba mnie trzymać, bo nikt mnie nie zawiązał. Każdego poranka postanawiam się
sama zawiązać. Wymaga to naprawdę ostrej gimnastyki. Czasem prawie się udaje.
W sumie prawie niczym się nie różnię od innych ludzi. Wszyscy mamy takie
baloniki. Im ktoś jest ładniej ubrany tym większy ma balonik, niektórzy nawet
nie muszą ich trzymać, są tak bardzo do nich przywiązani, że prawie do nich
przyrosły. Przy takich najczęściej czuję się głupia. Najczęściej gdy ludzie
otwierają do mnie usta, to ich baloniki więdną, albo zmieniają kolory.
Najczęściej robią się coraz bardziej czerwone. Raz zdarzyło się tak, że w miarę
jak ktoś do mnie mówił jego balonik stawał się coraz bardziej niebieski. Lubię
słychać melodii tego, co mówią. Każda zawsze jest wyjątkowa. Jednak trochę się
denerwuje, gdy słyszę wściekłą czerwień. Wtedy po prostu się przesuwam. Nie
rozumiem po co taki ktoś ma się do mnie odzywać. Chyba nikt nie lubi się robić
czerwony? Zwłaszcza, że wtedy balonik tak niebezpiecznie rośnie i rośnie... i
może pęknąć. Widzieliście jak kiedyś ktoś pęka?
Zapomniałam. Pewnego razu podszedł do mnie ktoś i w takt jego melodii
balonik robił się niebieski. Pierwszy raz zobaczyłam tak szczery błękit.
Niemalże zlewał się z niebem. Co chwilę znajduję jakieś nowe rzeczy, to
dlatego, że jestem jeszcze mała i dopiero uczę się czytać. Niebo to było tak
piękne, że z wrażenia aż zakręciło mi się w głowie. Nie chciałam widzieć już
nic więcej. Chciałam się w nim zanurzyć. Chciałam lecieć! Tak! Chciałam latać
jak mój balonik. Czemu reszta mnie jest taka ciężka? Pomyślałam wtedy, że mogę
po prostu stać się balonem – w końcu to część mnie i się wypuścić. Nie
zadziałało. Tylko mogłam obserwować z dołu jak odlatuje. Tak naprawdę nigdy mi
się jeszcze nie udało związać. Zawsze ktoś mi przeszkodzi. Podczas zawiązywania
najłatwiej przez przypadek upuścić powietrze. Zazwyczaj rezygnowałam, bo się
bałam.
Ktoś mnie ciągnął za rękę. Niebo znikało. Zapomniałam. Nie wiem co się
dzieje. Zapomniałam. Puste krzesła. Pan w fartuchu. Łóżka. Zapomniałam. Nie
wiem co się dzieje. Dużo, dużo melodii. Polifonia. Hałas. Okropny harmider. Nic
nie rozumiem. Ale pamiętajcie, że ja nie jestem głupia! Czemu tak na mnie Pan
patrzy? Przecież ja wszystko wiem. Tylko muszę wrócić tam, gdzie byłam i
wszystko będę wiedzieć. Muszę tam wrócić, żeby sobie przypomnieć. Gdzie to
było, Pan pyta? Ja nie wiem. Skąd mam wiedzieć? Ale to zaraz nie oznacza, że
jestem głupia. Po prostu nie pamiętam. Muszę tam wrócić... Muszę coś
wymyślić...
Muszę wrócić tam, skąd jestem. Tam
skąd jestem, wszystko jest jasne, pierwsze i prawdziwe. Tam, mam panowanie nad
sytuacją. Tam i tylko tam, żyje się naprawdę i w pełni. Płakałam długo, na myśl
o tym jaki raj utraciłam. Wystarczy tylko znak. Nie wiem jaki i w jakiej
postaci do mnie przyjdzie, ale wierzę, że się pojawi. Musi. Muszę wrócić do
początku, bo ja muszę dalej uczyć się czytać. Nie będę się uczyć na nowo. Nie,
to będzie kłamstwo. Przecież prawdziwy świat jest tylko jeden, tak?
Głupcy. Bo mają mnie za głupią. Te
ich wykrzywione twarze kompletnie nic nie wyrażają. Kręcą się wokół mnie i
mówią i mówią. Nie widzą mnie. Boję się, że oblezą mnie jak mrówki i zjedzą,
pochłoną, sprawią, że mnie nie będzie. Gdzieś za tym potokiem ludzi musi być
jakaś jasna droga. Jakiś klucz do zrozumienia.
Wiele razy się jej przyglądałam. Stała tam taka pod tą galerią, zawsze
naprzeciwko Pana sprzedającego baloniki. Zawsze trzymała w ręce niezwiązany
balonik (każdego dnia innego koloru) i bardzo mocno go ściskała. Był to dość
osobliwy widok, czasem ktoś podchodził i z nią rozmawiał. Nic się nie
zmieniało. Nie wyglądała jak bezdomna, ani niespełna umysłu. Jedyne co
wskazywało, na to, że coś jest nie tak, to to ciągłe stanie.
Pewnego razu odważyłam się do niej
podejść. Chciałam jej jakoś pomóc. Pięć razy zawczasu przemyślałam swoją
kwestię, na wypadek jej różnych odpowiedzi. Nie, nie bałam się jej, po prostu
jestem dosyć wstydliwa. Ostatecznie, gdy już w końcu podeszłam, nie zabrzmiało
to zbyt szałowo:
- Hej, mogę Ci w
czymś pomóc?
- Nie, a po co?
– spojrzała nań na chwilę swoimi przenikliwymi oczami i odwróciła się w stronę
Pana z Balonami.
- Nie wiem...
całymi dniami tu tak stoisz, pomyślałam, że może potrzebujesz pomocy
- Co ty tu
robisz? Czemu mi zasłaniasz? – znów to migawkowe spojrzenie z nutą strachu.
- Przepraszam.
Przyszłam Ci pomóc
- Nie chcę
pomocy, po co?
Milczałam.
Stałam przez chwilę i zastanawiałam się, czy by nie zagaić po prostu zwykłej
rozmowy. Zacząć o pogodzie... i przedstawić się.
- Co ty tu
robisz? Czemu mi zasłaniasz? – to samo. Jak robot.
- Masz problemy
z pamięcią?
- Tak.
Przepraszam, ale zapamiętuje tylko na chwilę. – tym razem nawet nie spojrzała.
Jej twarz stężała i uważnie analizowała balony.
Minęła chwila.
- Co ty tu
robisz? Czemu mi zasłaniasz?
Cóż z tego, że mój balonik był
niebieski zamiast czerwonego, skoro podeszłam tam w nadziei, że w tej
nadgorliwej pomocy napuszę go jeszcze trochę. Wszystko to nie miało absolutnego
sensu. Gdy zobaczyłam ją, jak płacze na ulicy wśród tego płynącego tłumu ludzi,
to jedyne mądre posunięcie jakie przyszło mi wtedy do głowy to zaprowadzenie
jej tam skąd była, aby mogła czytać swój świat według baloników. Oby ten Pan
sprzedawał je tam zawsze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
