Widziałem piękne góry
zakryte betonowym wachlarzem
i dachy małych budynków
które stały w pobliżu
Widziałem samochody na drodze
cząsteczki wielkiego węża
i słyszałem klaksony
syk mechanicznej bestii
Widziałem tłumy ludzi
idących w różne strony
z punktu A do puntu B
niczym małe gryzonie
Widziałem samego siebie
w odbiciu okiennej szyby
wpatrzonego przed siebie
stojącego na dachu świata.
Jelenia Góra, 13.05.2016
Darencjusz
wtorek, 17 maja 2016
wtorek, 26 kwietnia 2016
Homo Learnensis
My, uczniowie, podgatunek człowieka rozumnego, znanego nam też pod nazwą Homo Sapiens, jestesmy chyba najbardziej nielogicznie myślącymi istotami, jakie kiedykolwiek chodziły po tej planecie. Gdy obok nas inne istoty ludzkie zabiegają o tak wielkie i ważne rzeczy jak sława, rodzina, bogactwo, szczęście czy zbawienie i idące za tym życie wieczne, gdy na przełomie wieków nasi wspólni przodkowie walczyli o ideały, pasje i przetrwanie, my, przedstawiciele rasy Homo Learnensis Licealiensis, zabiegamy całą swoją mocą o zaledwie jedną kartkę formatu A4. Przechodzimy przez kilka różnych etapów ewolucji, aby dojść niczym do nirwany ku osiągnięciu zaczytnego tytułu Homo Sapiens. Moja rasa przez trzy lata wytęża wszystkie swoje siły (a przynajmniej udaje, że to czyni), poświęca całe mnóstwo czasu i energii tylko po to, aby w ściśle określonym dniu odebrać kartkę papieru z nadrukowanymi na niej stopniami w skali od 1-6 oraz informacją o zaliczeniu kolejnego już etapu ewolucji. Co wybitniejsze jednostki dostępują ponadto zaszczytu przyozdobienia swoich kartek optymistycznym biało-czerwonym paskiem. Wychodzi więc na to, że po tych ponad trzydziestu miesiącach trudów, wysiłków i zabiegów otrzymujemy mały kawałek papieru, której wartość materialna jest mniejsza nawet od tej, jaką posiada biała kartka, bowiem na niej przynajmniej można coś zapisać, że nie wspomnę o rysowaniu. Mówi nam się, że zdobywamy wiedzę, ale prawda jest taka, że na kolejnych etapach naszej ewolucji przyda nam się tego raczej niewiele, aczkolwiek jeszcze jako Homo Learnensis Gimbusiensis z taką wiedzą czulibyśmy się jak młodzi, piękni bogowie u progu swej błyskotliwej kariery.
Darencjusz
Darencjusz
wtorek, 12 kwietnia 2016
Pretekst
Dziś, spacerując sobie spokojnie, potknąłem się. Noga się powinęła. Czy coś. Szczerze, to nawet nie widzę dlaczego. To się tak samo. Może niebios wola, może licho złe pod nogi kłody rzuca. Ja - jestem - niewinny. Kolano natomiast - mnie boli. Bo nikt mnie nie złapał, ani nawet nie podniósł! Cóż to ma znaczyć?! Przeciw mnie całe społeczeństwo? Pewnie chciało im się śmiać! Nie, założę się, że ktoś się zaśmiał, albo chociaż bezczelnie dmuchnął nosem. Nie dość, że ich wina, to jeszcze bezwstydnie się tym nie przejmują! Wystarczy! Skoro i lud, i ja są mi wrogiem, porzucę je, i zamieszkam z dala od nich - na księżycu!
Zabija się i zamieszkuje na księżycu.
Zabija się i zamieszkuje na księżycu.
poniedziałek, 7 marca 2016
Zawsze myślałam
Zawsze myślałam, że jak w końcu zacznę pisać coś naprawdę udanego, to będzie się to zaczynać od słów Zawsze myślałam. Na przykład: Zawsze myślałam, że miłość powinna kierować naszym życiem; lub: Zawsze myślałam, że ludzkość jednak jest doskonała; albo: Zawsze myślałam, że hera odmieni moje życie. Problem w tym, że każda z tych propozycji jest już z góry spisana na straty. Stephen King mówi, że od pierwszego zdania najwięcej zależy. Patrz: to czy ktoś kupi książkę, czy też nie. W tym momencie przypomina mi się postać Granda z Dżumy Alberta Camusa, który swoją PRACĄ nazywał smakowanie różnych słów w tym samym zdaniu. Wolę już pisać coś tak bezsensownego jak to, niż iść za nim.
Wracając do pierwszego zdania. Dlaczego ktoś miałby nie kupić mojej
książki? Ponieważ dziś ludzie są diabelsko wyczuleni na punkcie prawdy.
Ludzie chcą dzisiaj czegoś absolutnego i autentycznego, a najlepiej żeby
to coś było jeszcze brutalne w swej namacalności. Tymczasem zdanie
zaczynające się od zawsze myślałam przekreśla znaczenie dalszej części zdania.
Zawsze myślałam jest pojęciem cholernie abstrakcyjnym, czyli
łatwiej - jest po prostu kłamstwem. Po pierwsze, który człowiek jest tak
doskonały i w stu procentach przekonany o stałości swoich przekonań?
Znaczy się: to obrzydliwa pycha! Co więcej, jeszcze ten ktoś chlubi się
tym, że należy do tej niewielkiej części społeczeństwa, która myśli.
Stawia się ponad innymi! A czymże jest to myślenie? Małpa przecież też
MYŚLI, jak tu zdobyć jedzonko i podobno wychodzi jej to lepiej niż
współczesnemu człowiekowi. (Takie badanie kiedyś widziałam - jak
wyciągnąć orzeszek ze zwężonego wazonu. Obok stał dzbanek z wodą. Tylko
małpa wpadła na to, żeby wlać wodę, a orzeszek wypłynie. Prawdopodobnie
była bardziej głodna.) Czyżby cywilizacja nas ogłupiała? A może nie
jesteśmy godni myślenia o tak przyziemnych rzeczach? Jak czasem w
mieście widzę grupę pijanych osiłków zaczepiających przechodzącą samicę,
MYŚLĘ, że taka kategoria, dla niektórych, nie istnieje. No to jak jest z
tym myśleniem? Już nawet przyjmując, że myślenie to nie jest nic
wyjątkowego, to co z tym zawsze? Co to za wieczność myślenia autor chce
nam przytoczyć? Zniżając się do jego ludzkiego poziomu, przyjmując, że
to ZAWSZE to jego życie. To czy płód nie mający jeszcze w pełni
wykształconego mózgu myśli? Czy ma on jakąkolwiek świadomość?
Dobrze, dobrze, ale rozłożyć dwa wyrazy na czynniki pierwsze, potrafi
nawet dzieciak, który w wolnych chwilach rozwala budowle z klocków (to
smutne, że już dzieci zdają sobie sprawę, z faktu, że wszystko buduje
się w celu zniszczenia), a ja jeszcze nic nie zbudowałam.
Tak naprawdę mój tekst zacznie się od zdania: Zawsze myślałam, że ludzkość jest jednak doskonała. Wiem,
że gdybym wstawiła to jako pierwsze zdanie, to nikt nie wziąłby się za
ten tekst. Prawda, udręczony czytelniku? A tym oto sprytnym zabiegiem
przyciągnęłam Twoją uwagę. Myślałeś, że będzie nietuzinkowo? Takiego
wała (!) z czterema stronami świata, w którym zamknęła się ludzkość. Nie
potrafią pisać nietuzinkowo, bo walczą o swoją doskonałość.
wtorek, 7 lipca 2015
Człowiek jednorazowy
Człowiek jednorazowy to genialny
wynalazek naszych czasów. Nie wiadomo, kto go stworzył, ale jest pewnym, że był
to geniusz na miarę Newtona czy Leonarda da Vinci. Stworzył on istotę
wielozadaniową, oddaną całkowicie temu, co ma wykonać. Gwarancja, że wynalazek
wykona swoją pracę na czas jest niemal absolutna, a jakość tej pracy
potwierdzają liczni zadowoleni klienci naszej firmy. Człowiek jednorazowy daje
gwarancję absolutnej dyskrecji. Nasza firma, znana lepiej jako Ministerstwo Edukacji Narodowej sp. zoo w
ciągu kilku lat jest w stanie wypuścić na rynek około 300 sztuk człowieka
jednorazowego z pojedynczej fabryki… a dysponujemy fabrykami w każdym polskim
mieście i każdej większej polskiej wsi, ponadto dysponujemy wieloma fabrykami
poza granicami kraju. Dysponujemy także wykwalifikowaną kadrą, nadzorującą
poszczególne etapy produkcji tego postępowego produktu. Czas produkcji wynosi 6
lat, w wyjątkowych przypadkach proces ten można przyspieszyć o jeden rok.
Gwarantujemy Państwu, że człowiek jednorazowy będzie niezawodnym pracownikiem,
a jego wydajność przez wiele lat będzie stale wzrastała. Nasz produkt jest
wielofunkcyjny, wielozadaniowy i łatwo się uczy. W trakcie użytkowania można
odsprzedać produkt innemu przedsiębiorstwu bądź wymienić u nas na lepszy model
przy 50-procentowej zniżce. Czas gwarancji wynosi 30 lat. Jedyną wadą produktu
jest fakt, iż w momencie zużycia się jest już niemożliwy do naprawy. Kiedy
produkt ulegnie zużyciu, jego utylizacja jest bardzo prosta i nie wymaga
większego nakładu kosztów- wystarczy dostarczyć zużyty produkt do jednego z
magazynów zaprzyjaźnionej spółki ‘’Happy
end of your life’’ bądź poddać procesowi spalania w dowolnie wybranym przez
Państwa krematorium.
Bolesław
piątek, 3 lipca 2015
Co by było, gdyby…
Co by było, gdyby… - to pytanie zadał sobie w swoim życiu chyba każdy z
nas, i to niejednokrotnie. Co by było,
gdybym tego nie zrobił, gdybym tego nie powiedział, gdyby się okazało, że
jestem w błędzie... różnych odmian tego pytania są setki, jeśli nie więcej.
Zadajemy je sobie na ogół wtedy, kiedy się nam coś nie uda.
Szukamy przyczyn naszego niepowodzenia i analizujemy dogłębnie wszystko,
co doprowadziło do klęski. Niedawno byłem w bardzo podobnej sytuacji. Poniosłem
klęskę, która zdawała się być ostateczną… chwała Bogu za to, że taką nie była,
ale przez długi czas okoliczności zdawały się przemawiać za inną wersją
zdarzeń. Szybko doszedłem do wniosku, że był moment, kiedy wszystko mogło
potoczyć się zupełnie inaczej. Moment ten trwał w jednej z restauracji na
wrocławskim Rynku, w połowie grudnia zeszłego roku. Gdybym z niej nie wybiegł w
pewnym momencie, zapewne nic by się nie wydarzyło… aczkolwiek nie mogę być
pewien, czy nie byłoby jeszcze gorzej, gdybym tam został. Mniejsza jednak o
moje wrocławskie przygody i wybory… Gdybanie jest typowe dla każdego człowieka,
ponieważ pozwala mu zobaczyć, co mógłby zrobić lepiej, albo czego mógł nie
robić. Jest to jednak w takim przypadku nie tylko pomocne w ustaleniu przyczyn
klęski, ale i w zapobieganiu podobnym błędom w przyszłości. Jeżeli wiem, że
taki a nie inny krok zawiedzie mnie ku katastrofie, to raczej go nie wykonam,
jeżeli nie będę miał innej opcji.
Gdybanie jest też pomocne, kiedy mamy jakiś cel lub zadanie do
wykonania. Możemy tworzyć w głowie wyobrażenia pewnych sytuacji (może to być
pomocne na pewno w teatrze, aktor na pewno powinien z tego atrybutu
człowieczeństwa, jakim jest gdybanie, korzystać podczas budowania postaci),
żeby zobaczyć, jak możemy postąpić w danych okolicznościach, a czego nie
powinniśmy robić. Należy jednak uważać, abyśmy w tych konstrukcjach nie zaczęli
fantazjować, bo wtedy cała konstrukcja staje się fikcją. Wielokrotnie mi się to
zdarzyło, a kiedy przyszło co do czego, to ponosiłem porażkę, a moje plany
upadały. Moje osobiste doświadczenia z gdybaniem były najsilniejsze kilka lat
temu. Nie myślałem wtedy jeszcze o pisaniu za bardzo, a w mojej głowie kłębiło
się wiele pomysłów, które szukały ujścia. Nie zapisywałem ich, więc zamieniałem
je w swojej głowie na ‘’historie’’ pewnych wydarzeń. Najdłuższą z nich
ciągnąłem około miesiąca, a po pewnym czasie stała się ona podstawą mojej
pierwszej powieści. Polegała ona na tym, że Bolesławiec zostaje zajęty przez
Rosjan, a ja zaczynam zakładać ruch oporu i biorę udział w wybuchu powstania,
podczas którego dowodzę swoim oddziałem, walcząc np. na ulicy Kutuzowa i dworcu
PKP. Kiedy powstała ta historia, bardzo
często uciekałem w krainę wyobraźni, gdzie obserwowałem swoje życie zupełnie
inne niż to, jakie naprawdę w owym czasie przeżywałem… było ono ciężkie i
trudne. Nieświadomie uciekałem od swoich problemów w krainę wyobraźni i
gdybania. Do dzisiaj mam skłonność ku temu, ale są to tendencje raczej
słabnące. Zawsze silnym bodźcem poruszającym moją wyobraźnię była muzyka.
Pomiędzy poszczególnymi nutami odnajdywałem inspiracje do tworzenia coraz to
nowych wydarzeń, spajając je później w spójną całość. Pisząc ten tekst, również
słucham muzyki, która jednak najlepiej sprawdza się, kiedy piszę takie teksty
jak opowiadanie, powieść czy dziennik.
Na gdybaniu opiera się wiele zagadnień naszego życia, nie tylko na
płaszczyźnie wyobraźni. Gdybanie jest pomocne w historii, jest bowiem pomocne w
wyobrażeniu sytuacji, która mogła mieć miejsce, ale o której jest mało
informacji w źródłach bądź dowodem na jej zaistnienie są inne sytuacje. Na
gdybaniu opiera się historia alternatywna, która pokazuje, jak mogły się
potoczyć biegi historii, gdyby pewne sytuacje się zadziały lub nie, np. co by
było, gdyby Lwów do dzisiaj był polskim miastem. Gdybanie nie jest też obce
religiom. Jeżeli ktoś nie doznał cudownego objawienia, to pozostaje mu tylko
wierzyć, że istnieje/nie istnieje jedno bądź więcej bóstw. W moim osobistym
przypadku wiara nie jest gdybaniem, ponieważ kiedyś widziałem przejście ‘’na
drugą stronę’’, kiedy mój rówieśnik omal mnie nie udusił. Widziałem oślepiające
białe światło, wychodzące z jakiegoś tunelu. Z tego światła podszedł ku mnie
widoczny jak przez folię Mężczyzna, którego sylwetka roztaczała świetlistą
aureolę wokół Niego, dając efekt czegoś w rodzaju górskiego zjawiska o nazwie
halo. Uśmiechnął się do mnie i jak ręką odjął wszystko znikło, a ja wróciłem do
rzeczywistości. Moja twarz była cała sina, a ja mocno spanikowany. Od tamtej
pory nikt mi nie wmówi, że nie ma rzeczywistości nadmaterialnej, bo osobiście
ją widziałem. Nie jestem w stanie określić z absolutną pewnością, czy idący ku
mnie Mężczyzna był Chrystusem czy kimś innym, bowiem światło było naprawdę
silne, ale wiem, że temu Komuś zawdzięczam życie. Nie każdy trafia do wejścia
na ‘’drugą stronę’’… Tutaj też mogę gdybać, kim był ten Ktoś. Jezusem? Aniołem?
Jakimś świętym? Zapewne pewność uzyskam dopiero po śmierci… póki co uważam, że
albo był to sam Chrystus (co byłoby niewątpliwym zaszczytem i zobowiązaniem)
albo jakiś anioł, może Anioł Stróż?
Będę tutaj kończył moje wywody, gdyż przykładów gdybania można by podać
nieskończenie wiele. Człowiek może gdybać w każdej sytuacji swojego ziemskiego
życia na dowolnie wybrany temat. Czasem z takich gdybań powstają wielkie
dzieła, takie jak ‘’Rok 1984’’ Orwella, zapadają wielkie i ważne decyzje… a
uczniowie uczący się języków obcych muszą wkuwać zasady tworzenia takich gdybań
w tych językach… sam kiedyś męczyłem się z ‘’Second Condiotional’’ na języku
angielskim i jeszcze jest mi dane się pomęczyć, no ale to nie jest temat
bieżący. Gdybanie jest jedną z najbardziej widocznych cech człowieka, bowiem
każdy ma ku temu skłonność. A więc… człowiekiem jestem, więc gdybam : )
Bolesław
czwartek, 2 lipca 2015
W markecie
W markecie
pnącze głodu i cierpień
które tak dzielnie hodowaliśmy
schowane w czarnej toni
przed oczami dzieci
spętało dziś mą stopę
wbija swe bolesne kolce krzyku
i ciągnie w mroczną czeluść.
jeszcze tylko ust nie pożarła
cuchnąca topiel
ta wolność której doświadczacie
to okrutne złudzenie
Noszołata
Subskrybuj:
Posty (Atom)

